RELACJA PO WĘDRÓWCE - 5 lipca - 8 lipca 2008 |
|
|
|
Eskapada - Sudety
... Misja na Dolnym Śląsku
Wyjazd, który do końca nie było wiadomo czy się odbędzie a jeżeli tak, to gdzie pojedziemy.
Ale to norma - więc nie wiem dlaczego to napisałem jak bym to chciał jakoś wyróżnić [?]
Pomysł był, że może Hel, że może ta Jura i zamki, że o Gwdzie jeszcze wcześniej
nie wspomnę. Koniec końców najwyrazniej mieliśmy wylądować właśnie tam - w Sudetach.
Do Opola jechaliśmy całkiem szybko dopiero potem dwukrotnie krótszy odcinek
zajął nam prawie 2 razy tyle. Kochana Kolej Krajowa :P Ale nie było zle.
12 godzin w pociągu
do Szklarskiej minęło w-oka-mgnieniu bo można było wygodnie się położyć i zasnąć.
Na miejscu zrobiliśmy sprawne zakupy i zgubiliśmy drogę bo okazało się, że
mapa była... do góry nogami ;) Zamiast do Karpacza poszliśmy zatem do Świeradowa Zdroju.
Zorientowaliśmy się po ok 5 godzinach... zgrabnie.
Jechaliśmy tam gonić i uciekać więc miejsca miały znaczenie drugorzędne ale ten Świeradów
sympatyczny był i warto było przypadkiem do niego trafić. A obiady domowe jakie tam
można kupić to poezja w szerokim znaczeniu tego słowa. Mistrzostwo świata.
Drugiego dnia z samego rana strzała PKSem powrotnym do Szklarskiej i druga próba z tym Karpaczem.
Tym razem się udało.
Pracownik Parku Narodowego chciał się z nami o swoją pensję
założyć, że do celu w 8h nie dojdziemy i że z plecakami to minimum 2 dni. A on się zna bo całe życie
tu chodzi, biega maratony i w ogóle. Doszliśmy w 7.5h i szkoda tej pensji bo mógł być łatwy [?] zarobek :)
Tempo narzuciliśmy duże więc 3go dnia odczuwaliśmy już powoli trudy wyjazdu. Program siłą
rzeczy musiał być zatem bardziej "rekreacyjny". Obraliśmy kierunek na Westernowe Miasteczko
nieopodal Karpacza - ciekawe miejsce - szczegóły w foto-relacji.
Potem jeszcze spacer do Kowar i przejazd autobusem do Jeleniej Góry. Tam pociąg powrotny był o 20:09 więc
zamiast czekać 5h tamże, śmignęliśmy do Wrocławia i wieczór spędziliśmy włócząc się
po okolicy centrum. Odjazd miał być o północy.
Z niezaplanowanych zdarzeń dodatkowych trzeba odnotować, że w drodze z Wrocławia do Warszawy w pół drogi między
miastami zepsuła się lokomotywa i jej wymiana kosztowała nas 2,5h opóznienia... Kochana Kolej
Krajowa... w domu około 9:30.
Praktycznie non-stop w ruchu 3 dni gonienia i uciekania - sporo wrażeń kilka kontuzji, zdarzenia,
determinacja i niespodzianki. Dużo się działo.
Taki trochę Beskid właściwie.
PEŁNA FOTO-RELACJA - - - - - - - > KLIKNIJ TUTAJ !!
Tyle raportu - pozdrawiam, Tadek
|
|
+ kronika wyjazdowa ...
|
|
|
|
Zobacz inne pomysły z tej serii:
|
|
|
|
|
|
| |
Okazuje się że można i tak :) |
|