Strona główna

Reklamówka TV  - Ludzie  ( 32 )  - Ekipy  ( 12 )  - Rzut oka  ( 72 )  - Kontakt  

Historia w relacjach -- -- >
   DZIKI ZACHÓD     - Relacja USA !  
Wyjazdy 2010   -- -- >

Kraków-styczeń

Bieszczady-xxx

Brda cz. 2-xxx

RELACJA PO SPŁYWIE - 11 czerwca - 14 czerwca 2009  

Raport

Załoga  (7) 

Fotki  (44) 

 

Byki, biedronki i cichopływajki...

...wicher na Parsęcie - relacja po spływie:

Pociąg startował z Wschodniego i tam też zaklepaliśmy sobie przedział na wyłączność - komfortowo. Pierwszy odcinek ( do Piły ) minął spokojnie głównie na rozważaniach czy Adam w swoich żółtych workach spakował cokolwiek poza 4pakami Dębowego Mocnego ;)

Na miejscu trzeba było trochę poczekać bo firma kajakowa zupełnie nie wiedziała jak trafić a potem gdzie nas wysadzić, żeby się dało wodować ( bo ludzie to generalnie nie pływają na Parsętę ). W końcu nas zostawili tam gdzie się nie dało. Ale sobie poradziliśmy.

300-500 metrów dalej czekał już całkiem zgrabny wodospad, który należało ominąć stromym przeniesieniem przez pokrzywy... sama radość. Chociaż ehh korciło żeby "spróbować"... ;) A dzień dnia pierwszego był początkowo piękny. Słońce świeciło dając nadzieję, że złowrogie prognozy były przesadzone.

Po południu wylądowaliśmy w Karlinie. Życie niemrawo zdaje się toczyć tam jeżeli już, to na "fajku", "browarze" w domu, przed domem albo w parku. Pusto, ponuro i bez perspektyw. Pogoda zaczęła się łamać więc zaopatrzyliśmy się w obiad w miejscowej pizzerii ( na wynos ) i po szybkiej degustacji nad brzegiem rzeki ruszyliśmy dalej.

Ciężko powiedzieć ile przepłynęliśmy tego dnia ale na oko z 28+ km to raczej tak. Na nocleg wybraliśmy łąkę w okolicach wsi Jazy. Wydawało się, że rozbijamy na dziko ale delegacja jaka ruszyła w naszym kierunku moment po naszym przybyciu sugerowała sytuację odwrotną.

Tymczasem dzieciaki w międzyczasie załatwiły nam już u rodziców zgodę na pobyt. Na dodatek pomogły rozbić namioty, rozpalić ognisko i zorganizować ziemniaki ( ich tata tego dnia był ( jak sam powiedział ) niedysponowany ;) więc zarządzał Bartek, 4 klasa podstawówki - tak rozpalił ognisko, że mimo ściany deszczu 15min. pózniej ziemniaki idealnie się upiekły - szacunek ! ).

A deszcz i wiatr waliły tej nocy tak w te namioty, że to wręcz niebywałe, że nas nie zatopiło i nie przeniosło pareset metrów dalej. Nawet ( ciekawostka ) namiot 3os. z Biedronki ( waga 2,5 kg, cena 50 zł ! ) wprawdzie ( oczywiście ) przemiękł ale tragedii obiektywnie nie było.

Nazajutrz rano ruszyliśmy do sklepu a potem około południa płynąć dalej pomimo, że pochmurno tak jak się zrobiło to już zostało. Co było siedzieć.

Mapa, którą mieliśmy do spływu się nie nadawała, a ze znaków szlaku kajakowego ( o dziwo bywały ) wychodziły egzotyczne wnioski ( 12 km. pod wiatr w 50 min. ?? ). Ale wyglądało, że są szanse w razie potrzeby nawet jeszcze tego dnia dobić do Kołobrzegu. Na ostatniej prostej ( jakieś 7-8 km. przed ) zdecydowaliśmy, że jednak nie chcemy. Tak trafiliśmy na "bycze pole".

Taak wydawało się, że to krowy i że są "wystarczająco daleko" dopiero potem się okazało, że "byki chodzą tutaj do wodopoju w sensie do rzeki"... ale wtedy jeszcze tego nie wiedzieliśmy :)

Wyjście "do sklepu" tuż po rozbiciu namiotów było najbardziej ekstremalnym tego typu przedsięwzięciem w historii naszych wyjazdów. Niekończące się łąki na podmokłych terenach w jedną stronę ( do zabudowań, które na horyzoncie wydawały się na wyciągnięcie ręki... nie były ). W drodze powrotnej podobnie + przygody z elektrycznymi pastuchami i zakamuflowanym w trzcinach bagiennym strumykiem, który w pewnym momencie po prostu nas... otoczył. Można było go przejść spokojnie ( po kolana w błocie ) albo spróbować przeskoczyć i centralnie władować się w sam środek ( opcja z lądowaniem po pas ) - ja wybrałem tą drugą ( to nawet ułatwiło mi dalszą drogę bo było już wszystko jedno ;) ).

Jeszcze namiotowa impreza wieczorna i kolejna noc totalnego wiatru na pograniczu połamania konstrukcji namiotów. I te spacery byków centralnie przez środek obozu... odlot normalnie :)

Następnego dnia dopłynęliśmy do portu w Kołobrzegu i rozpoczęły się poszukiwania kwatery. Ponieważ nie było wolnych albo nikt nie chciał przyjąć skrajnie ubłoconych nas na jedną noc, to poszliśmy na rybę do malowniczej knajpki, na obowiązkowe gofry nad samą plażą, krótki spacer brzegiem morza i na PKP ( pod wieczór ).

Bez sensu siedzieć w taką pogodę nad morzem ( wiatr i pada ) a tak udało się uniknąć szczytu powrotów dnia następnego. I to jak ( ! ) pociąg był podstawiony ponad półtorej godziny przed odjazdem więc znowu "bez walki" zajęliśmy sobie cały przedział. 5 rano byliśmy w Warszawie.

Rzeka na naszym odcinku w sumie łatwa - szeroka, bez kamieni, bez przeszkód ( bardzo nieliczne ) żadnych jezior. Aczkolwiek czysta szczególnie to ona nie jest ( np mycie zebów w niej to tylko dla najzagorzalszych-ekstremistów-kamikaze ;) ).

Ekipa okazała się całkiem mocna. Być może istnieją gdzieś jeszcze mocniejsze składy ale to dopiero czas pokaże, na dzień dzisiejszy można tylko dywagować ;)

Sprośność dowcipu na przyzwoitym, wysokim poziomie :) Dystans około 65 km.


  PEŁNA FOTO-RELACJA   - - - - - - - > KLIKNIJ TUTAJ !!


pozdrawiam, Tadek

 

+ kronika wyjazdowa ...
RELACJE 2009 > 05_Krutynia 06_Parsęta 07_Wieprza 08_Orle
RELACJE 2008 > 05_Rospuda 05_Rega 07_Sudety 08_Gwda
RELACJE 2007 > 05_Brda 06_Beskid 06_Piława 08_Wda
Video Promocyjne
Zobacz inne pomysły z tej serii:
 
  Okazuje się że można i tak :)