Strona główna

Reklamówka TV  - Ludzie  ( 32 )  - Ekipy  ( 12 )  - Rzut oka  ( 72 )  - Kontakt  

Historia w relacjach -- -- >
   DZIKI ZACHÓD     - Relacja USA !  
Wyjazdy 2010   -- -- >

Kraków-styczeń

Bieszczady-xxx

Brda cz. 2-xxx

RELACJA PO SPŁYWIE - 11 lipca - 14 lipca 2009  

Raport

Załoga  (8) 

Fotki  (45) 

 

Dzika-i-fajnie Wieprza rzeka ...

... relacja po spływie:

Pociąg 21:18 z PKP W-wa Wschodnia do Kępic ( via Piła, Szczecinek ) dowiózł nas na miejsce nie-bez-niespodzianek, w międzynarodowym towarzystwie ( Syberia, Togo, Czeczenia ).

Po chwili ( akurat zakupy ) pojawił się mój imiennik furgonetką (narazie bez kajaków) i przetrasnportował nas pod Trzebielin gdzie mieliśmy startować. Wygadany chłopak z niego i całkiem zadowolony ze swojego wysportowania ( jak na ten wiek ).

Pogoda początkowo nie sprzyjała więc przydały się kombinezony okołowojskowe. Wyglądaliśmy przy tym trochę jak oddział do spływów specjalnych. A i taki był.

Pomysł żeby popłynąć najpierw Pokrzywną ( która dopiero potem wpada do Wieprzy ) był strzałem w dziesiątkę. "Staram się nie używać określeń trudny / uciążliwy odcinek lepiej pasuje: ciekawy / atrakcyjny". Dokładnie tak. Ta rzeka nie jest monotonna ani przez chwilę. Wyczuwalny nurt, zero jezior i ciągłe skręty, zwalone drzewa krótkie przenoski czasem przeszkody wymagające rozpędu żeby się po nich zgrabnie prześlizgnąć.

Pierwszego dnia chcieliśmy po prostu wrócić do Kępic. Taki był plan skoro skończyć mieliśmy na plaży w Darłówku a to ok 110km od startu. Z powodu ww atrakcyjności szlaku nie dawało się jednak zupełnie płynąć standardowe 6-7km/h raczej bliżej 2-3.

A ten etap zakończyliśmy spektakularną wywrotką ( ja + Kasia ) i przymusowym biwakowaniem w... idealnie nadającym się do tego miejscu ( piękna polana w środku lasu akurat oświetlona promieniami słonecznymi widok jak z reklamy TV wręcz aż przesłodzony ). Aaa no i takich prawdziwków jakie tam rosły dookoła ( w połowie lipca !? ) to dawno nie widziałem szkoda, że robaczywe...

Następnego dnia płynęliśmy już bez wywrotek ale nadal z dużą liczbą przeszkód. Na deser kilkusetmetrowa przenoska tuż za Kępicami ( bez wózka nie dałoby rady ). Przyjemnie było zorganizować na wieczorne ognisko "surową polską" i piwo... Krajan ( wydawało się, że nie ma go już na mapie browarów krajowych... a jednak ! ). Z tym, że miodowe jak zobaczycie to nie kupujcie.

Trzeciego dnia ekipa rozbiła się na dwa po dwa ( do dzisiaj nie wiem jak na 2,5h odcinku drogi wyrobiliśmy nad ostatnim kajakiem przewagę ponad 1,5h... no nie ważne ). Do zapamiętania na pewno efektowny próg wodny ( tylko Piotrek przepłynął a i to odpakowanym kajakiem i w kapoku ), wycieczka do Sławna najpierw via pokrzywy a potem kulturalnie przez ogródki działkowe. I bardzo mili ludzie, których spotkaliśmy na moście w okolicy Sławska ( tam też był potem nasz obóz bo druga połowa ekipy dobiła jak już nie dało się płynąć dalej bo noc).

Poznaliśmy historię okolic i dostaliśmy drewno na ognisko ( specjalnie dla nas przywiezione ) i jeszcze jakby co mieliśmy się "powołać" "w razie kłopotów z miejscowymi"... ale kłopotów nie było. Nawet okoliczne dzieciaki samoczynnie podrzuciły nam na rowerach pożyczoną od babci siekierę ( no do tego drewna ). Była za to mgła pod wieczór i to całkiem malownicza. A rano sprzyjające okoliczności do kąpieli ( zimna woda działa niesłychanie relaksacyjnie na mięśnie i to kompleksowo jak się okazało ).

Opcję dopłynięcia do morza poddaliśmy niestety już dzień wcześniej tymi wspomnianymi opóznieniami i ostatecznie przepłynęliśmy jeszcze trzy mosty ( do Tynia ) i ten sam gość co ostatnio odebrał nas i przewiózł około 13:00 do Ustki ( żeby to morze jednak zobaczyć ). Trochę miał z nami pecha bo w ferworze walki wypakowaliśmy przy okazji nie swoje bagaże i musiał nadrobić ok 40km żeby je odebrać... A my poszliśmy na plażę poleżeć i się powygłupiać na zmianę. Plus obowiązkowe rybka + gofry.

Odwrót kolejno Ustka - Słupsk - Gdynia - Warszawa z totalna dezinformacją PKP w Słupsku i jeszcze większą w Gdyni... zmiany numerów peronów przestawianie w ostatniej chwili całego pociągu doczepianie wagonów, które były porezerwowane jakimiś kartkami wypisanymi długopisem... i jeszcze jakieś niesłychane nagromadzenie obozów harcerskich. Sporo emocji.

Ale udało się o dziwo złapać miejsca siedzące i nawet wygodnie dobrnęliśmy do końca. Około 5 rano w środę byliśmy w Warszawie.

Trzebielino - Tyń to pewnie tak z 75 kilometrów zrobiliśmy tym razem i była to najciekawsza rzeka jaką dotychczas płynęliśmy. Bez dwóch zdań. A podobno Słupia nieopodal jest równie atrakcyjna. Na rzeki typu "Krutynia" raczej już nie wrócimy... nuuda by była relatywnie.


  PEŁNA FOTO-RELACJA   - - - - - - - > KLIKNIJ TUTAJ !!


pozdrawiam, Tadek

 

+ kronika wyjazdowa ...
RELACJE 2009 > 05_Krutynia 06_Parsęta 07_Wieprza 08_Orle
RELACJE 2008 > 05_Rospuda 05_Rega 07_Sudety 08_Gwda
RELACJE 2007 > 05_Brda 06_Beskid 06_Piława 08_Wda
Video Promocyjne
Zobacz inne pomysły z tej serii:
 
  Okazuje się że można i tak :)